Rozmowy z pasją - wywiad z Jolantą Szulc

Pasja, która zmienia miasto
Nie każda pasja trwa całe życie. Są jednak takie, które z biegiem lat nie gasną, lecz stają się jeszcze silniejsze. Dla Jolanty Szander-Szulc przewodnictwo to nie tylko opowiadanie o zabytkach i historii. To sposób na życie, nieustanna ciekawość świata oraz ogromna radość z dzielenia się wiedzą z innymi.
Od ponad pięćdziesięciu lat oprowadza mieszkańców i turystów po Grudziądzu, odkrywając przed nimi historie ukryte w murach spichlerzy, ulicach i zakątkach miasta. Każdy spacer jest dla niej kolejną okazją do spotkania z ludźmi, przekazywania emocji i budowania więzi z miejscem, które od zawsze nazywa swoim domem.
W rozmowie opowiada o początkach swojej niezwykłej drogi, wzruszających spotkaniach z turystami, pracy przewodnika oraz o tym, dlaczego prawdziwej pasji nie da się nauczyć z książek. To inspirująca historia o miłości do Grudziądza, która od ponad pół wieku niezmiennie prowadzi ją tym samym szlakiem.
--------------------------------------------------------------------------
K.B. Pani Jolu, od ponad pięćdziesięciu lat przewodnictwo jest Pani pasją i sposobem na życie. Pamięta Pani moment, w którym narodziła się miłość do historii i turystyki?
J.S. To wszystko zaczęło się jeszcze w szkole (I LO w Grudziądzu), gdzie geografia, historia, obozy wędrowne i wycieczki po kraju pozwoliły mi zrozumieć, że właśnie to lubię i kocham. Pomyślałam, że chciałabym pogłębiać swoją wiedzę, aby móc przekazywać ją innym.
K.B. Z przewodnictwem jest Pani związana od 1974 roku. Co sprawiło, że właśnie tę drogę wybrała Pani na całe życie?
J.S. Na wycieczce na Podlasie,(jako uczestnik) w Białymstoku byłam zauroczona przewodniczką, która z ogromną pasją opowiadała o historii swojego miasta i wtedy postanowiłam, że będę przewodnikiem!
Akurat był organizowany w Grudziądzu kurs dla kandydatów na przewodników i zapisałam się. Był to pierwszy taki kurs w Grudziądzu od wielu lat. To był rok 1973 i kurs bardzo intensywny obejmujący wszystkie zagadnienia od historii, architektury, przyrody, zasad bezpieczeństwa, oczywiście wszystkie metodyczne zagadnienia i trwał prawie rok, zakończony egzaminem w 1974 roku i wtedy uzyskałam pełne uprawnienia jako przewodnik województwa kujawskiego – zmiana województw 1975 roku i wtedy nastąpiło rozszerzenie uprawnień. Po ukończeniu kursu, spotkaniu pasjonatów takich jak ja wiedziałam że to jest to, co lubię, kocham i będę robiła, pokazując piękno mojego miasta, ale także całej Polski. Bo trzeba jeszcze uzupełnić że zdobyłam także uprawnienia pilota wycieczek krajowych. TO TRWA DO DZIŚ!!!!!!
Oczywiście to pasja - nie zawód – (pracę zawodową, którą wykonywałam trzeba było pogodzić z tą pasją – poświęcając swoje dni wolne, urlopy, ale także zdobywając doświadczenie. BYŁO WARTO!)
K.B. Powiedziała Pani kiedyś, że „przewodnik to omnibus, ale także ambasador swojej małej ojczyzny”. Co dla Pani oznaczają te słowa?
J.S. To prawda – przewodnik to omnibus – musi znać odpowiedzi i potrafić odpowiedzieć na wszystkie pytania od historii, geografii, architektury, medycyny a nawet polityki, o wyznaniach, o życiu miasta – czyli to prawdziwy omnibus – (czasami brak wiedzy, szybko uzupełnia się materiałami, oraz tzw. „Telefonem do przyjaciela!” )
A ambasador swojej małej ojczyzny – to pokazanie swojego miasta, miejsca osobom, które do nas przyjeżdżają i tak zachęcić aby trafili tu jeszcze wielokrotnie. Jesteśmy najważniejszymi (nie wstydzę się powiedzieć to słowo) – Jak przekażemy, jak zachęcimy, tak nas będą postrzegali i wracali – czyli ambasador. Czasami przekaz przewodnika jest najlepszy, zastąpi papier, Internet – bo słowo jest najważniejsze i zawsze dociera…..
K.B. Przez lata oprowadziła Pani tysiące turystów. Czy nadal przed każdą wycieczką towarzyszą Pani emocje?
J.S. Zawsze przed każdą wycieczką do momentu pierwszego spotkania jest TREMA i EMOCJE, ale to szybko mija. Nigdy nie wiadomo, kogo spotkamy i jakie oczekiwania będą mieli uczestnicy (czasami biuro już wcześniej wie), w jakim przedziale wiekowym, a może to są wysoko postawieni specjaliści w jakiejś dziedzinie………
K.B. Uwielbia Pani spotkania z dziećmi. Co sprawia, że właśnie najmłodsi są tak wyjątkowymi odbiorcami historii?
J.S. Uwielbiam spotkania z dziećmi, nawet tymi najmłodszymi które dopiero zaczynaj swoją przygodę z poznawaniem świata (dot. to np. przedszkolaków). Jednak trzeba zawsze potraktować ich bardzo poważnie, bo obecnie dzieci, a młodzież szczególnie, uważa że wie wszystko. – chociaż nie wszyscy!
K.B. A jak wyglądają spotkania z osobami, które po latach wracają do Grudziądza? Czy zdarzają się wzruszające chwile?
J.S. Takie sentymentalne wycieczki są coraz częściej. Są to indywidualne osoby, czasami rodziny, które przyjeżdżają do Grudziądza, bo…… kilkanaście lat temu służyli tu Panowie w wojsku i poszukują swoich jednostek, miejsc gdzie chodzili na spacerki….
Do dzisiaj wspominam spotkanie z Panią która przyjechała z Anglii z synem do Grudziądza – powróciła tu po raz pierwszy od 1939 roku, kiedy jako kilkuletnia dziewczynka opuściła Grudziądz, gdyż Jej ojciec był kwatermistrzem w Centrum Wyszkolenia Żandarmerii i wyjechali z miasta – Ojciec nigdy nie wrócił, bo zginął w Starobielsku, a Ona tułała się po świecie. To było bardzo piękne i niezwykle wzruszające spotkanie (łezkę uroniła, jadąc tramwajem, pamiętając swoje podróże z tzw. Belwederu do Kościoła św. Ducha).
Takie spotkania pamięta się zawsze. A było ich wiele, np. w okresie gdzie po raz pierwszy udostępniono wieżę Klimek, dotarła Starsza Pani z synem i po dotarciu na szczyt rzuciła mi się w ramiona i rozpłakała się – a na moje zapytanie co się stało …. Tu mój mąż się oświadczył – oczywiście to było przed wojną…
K.B. Przez tyle lat z pewnością wydarzyło się wiele zabawnych historii. Czy jest jakaś anegdota z wycieczki, którą wspomina Pani z największym uśmiechem?
J.S. Wcześniejsze opowieści, to wspomnienie z uśmiechem, ale też z łezką nostalgii.
Takich wesołych opowieści uzbierałoby się dużo. Np. dzieci mają ogromną fantazję ale warta do wykorzystania. – przy opowieściach o naszym zamku, jedno z dzieci powiedziało, że to był hotel dla króla, bo zatrzymywali się królowie w czasie swoich wizyt, Inne ...na pytanie o oknach w gotyckiej farze, jedno z dzieci powiedziało, że ma kształt „amem”???? Chyba trafna odpowiedź……
K.B. Jak wygląda przygotowanie przewodnika do oprowadzania? Czy mimo ogromnego doświadczenia nadal zdarza się Pani odkrywać nowe fakty o miejscach, które zna Pani od lat?
J.S. Oczywiście. Wiedzę, którą posiadam, cały czas uzupełniam. Odkrywa się wiele ciekawostek. Przewodnik nie zamyka książek po zakończeniu kursu. Przewodnik uczy się przez całe życie. Teraz technika pozwala poszerzyć naszą wiedzę, odnajdujemy stare zdjęcia.Spacerki organizowane dla mieszkańców w okresie wakacyjnym są spacerkami autorskimi. Każdy z nich wymaga dużego pogłębiania tematu i ciągłego uzupełniania wiedzy. Dodatkowe materiały, które zabieram ze sobą, pozwalają opowiedzieć o miejscach, które już nie istnieją, ale kiedyś zachwycały swoją świetnością.
K.B. Czy jest miejsce w Grudziądzu, o którym opowiada Pani z największą dumą? Dlaczego właśnie ono?
J.S. Historia naszego, mojego miasta, bo tutaj się urodziłam, chodziłam do szkoły, pracowałam i żyję jest moją dumą. A co największą – SPICHLERZE, obecnie pięknie odrestaurowana Góra Zamkowa z Klimkiem, ul. Spichrzowa, Rynek……. Gotyk z barokiem
K.B. Co najbardziej zachwyca turystów odwiedzających Grudziądz po raz pierwszy?
J.S. Spichrze, i zaskoczenie ostatnio zaludnionym w kawiarenki Rynkiem i uliczkami wokół niego, oraz oczywiście Góra Zamkowa z Klimkiem…
Ciekawi ich historia wojskowa. Kawaleria, i inne formacje okresu międzywojennego
Dużym zaskoczeniem jest także kursujący po mieście tramwaj.
K.B. Jakie miejsce lub historia naszego miasta są Pani zdaniem wciąż zbyt mało znane, choć zdecydowanie zasługują na większą uwagę?
J.S. Nasza zieleń – Park Miejski, Ogród Botaniczny o którym niekiedy i mieszkańcy nie wiedzą.
K.B. Wspiera Pani młodych przewodników i dzieli się swoim doświadczeniem. Jakiej najważniejszej rady udzieliłaby Pani osobom, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z przewodnictwem?
J.S. Przewodnik to pasja, hobby. Nie powinno zaczynać się od pytania: „Ile na tym zarobię?”.
Wiadomo czasy się zmieniają, ale zawsze przyjemnie jest zrobić to za uśmiech, za słowo dziękuję. ….. Tak powinno być wśród przewodników. Nasz strój, nasza blacha pomaga w całej Polsce. Dzisiaj ja Tobie pomogę, jutro Ty mnie….. Brać przewodnicka w Polsce jest bardzo duża (kilkadziesiąt tysięcy,) ale są wśród nas także „przewodnicy” bez jakichkolwiek uprawnień i niestety są problemy, może mają wiedzę ale najczęściej wybiorczą. Przewodnicy po kursach i to wcale niemałych godzinach są bardzo doceniani i tak trzymać!
Druga bardzo ważna rada – trzeba być profesjonalnym, nie oszukiwać, nie wymyślać, bo nie wiemy kto wśród uczestników jest, i może nas łatwo skontrolować i sprowadzić do tzw. Parteru.
Trzeba pamiętać o jednym – uczestnicy nas zapamiętają, a my niekiedy nie pamiętamy twarzy tych którym opowiadamy….
K.B. Jak przez te wszystkie lata zmieniła się turystyka i sami turyści? Czy dziś trudniej zainteresować ludzi historią?
J.S. Lata lecą i zmienia się turystyka. Nie ma już zakładowych wycieczek, gdzie uczestnicy nie płacili, bo mieli to w ramach funduszu zakładowego, a bardzo ważna była integracja. Były jednak grupy i duże szanse, że niektórzy dotarli do takich miejsc, gdzie zapadną im na zawsze w pamięci i będą wspominać po latach. Dziś uczestnik sam płaci za wycieczkę, dlatego chce naprawdę poznać nowe miejsca i ich historię. Coraz częściej są to świadomi turyści.
K.B. Co daje Pani największą satysfakcję po zakończonym spacerze lub wycieczce?
J.S. Zobaczyć na ich twarzach uśmiech i słowa podziękowania oraz modne dzisiaj oklaski. Także lawina dodatkowych pytań….
K.B. Czy po ponad pięćdziesięciu latach pracy nadal ma Pani przewodnickie marzenia?
J.S. Marzenia są całe życie – przewodnik zawsze czeka na turystę, który chce poznać historię tego miejsca, które odwiedza, nawet gotowy odpowiedzieć na pytania z serii ploteczek i ciekawostek. Przecież jesteśmy omnibusami. Sami również bywamy turystami i wiemy, że nic nie zastąpi opowieści dobrego przewodnika.
K.B. Gdyby miała Pani zaprosić do Grudziądza osobę, która nigdy tutaj nie była, jak zachęciłaby ją do odwiedzenia naszego miasta?
J.S. Zachęciłabym historią Grudziądza, dla ludzi z południa i wschodu kraju Krzyżacy to zagadka, więc przez istniejący gotyk warto pokazać te miejsca. A także historią z poprzedniego wieku, historie wojskowości
K.B. Czym jest dla Pani pasja? I co powiedziałaby Pani osobom, które wciąż szukają swojej życiowej drogi?
J.S. Pasji nie można nauczyć się z książek, pasję odkrywa się samemu i cały czas rozwija nawet gdy już kondycja mniejsza, lata przybywają, ale PASJA ZOSTAJE ZAWSZE!!!!!!
-------------------------------------------------------
Szybkie strzały pytań:
Pierwsza wycieczka czy setna?
J.C. Pierwszą pamiętam, bo zostałam rzucona na głęboka wodę - to była grupa przewodników z Gdańska i czekano czy sobie poradzę – udało się!
Dzieci czy dorośli?
J.C. Nie ma znaczenia – dzieci (młodsi) i dorośli (obecnie z Uniwersytetu trzeciego
wieku!)
Spichrze czy Cytadela?
J.C. Spichrze. Po Cytadeli w kontekście historycznym bo z terminologią wojskową zawsze miałam i mam problem – nie moje klimaty
Historia czy legenda?
J.C. Zdecydowanie historia a legendy przy okazji (Grudziądz ma ich nie wiele)
Mikrofon czy rozmowa twarzą w twarz?
J.C. Pytanie ? rozmowa twarz a w twarz, ale mikrofon pomaga bo przy większej grupie głos nie dochodzi do wszystkich i pomoc mikrofonu potrzebna.
Jedno miejsce w Grudziądzu, które każdy powinien zobaczyć.
J.C. Grudziądzkie spichlerze i spacerek wokół nich , ale także inne perełki jak np. refektarz w budynku Ratusza
Grudziądz w trzech słowach.
J.C. Gotyk, barok, wojskowość i wszystko z tym związane
Jedno słowo, które najlepiej opisuje Pani pasję.
J.C. Kocham historię mojego miasta i okolic, Kocham historię mojego Kraju i cieszę się że mogę to przekazać innym!!
-----------------------------------------------------------------
Jolanta Szulc
Jolanta Szulc przewodnik z bardzo długim doświadczeniem i praktyką cały czas (aż wstyd albo duma bo od 1974 roku) Członek PTTK jeszcze od lat szkolnych. Moją pasją było i jest i będzie do końca moich dni, przewodnictwo. Rozwijam cały czas moje zainteresowania w tym kierunku i poszerzam uprawnienia oraz wiedzę a warto wiedzieć, że wiedza jest i musi być ogromna. Jestem czynna i kocham to co robię.

